14 czerwca 2016

Światełko w tunelu

Czasami boję się coś napisać, że zostanę w internetach zlinczowana. Do takich sytuacji należy masakra w Orlando. Jak zwykle w takich przypadkach postanowiłam zatem chwilę przeczekać, aż wypowiedzą się ci, co do powiedzenia – jak sami sądzą – mają więcej. A że siedzę cicho jak mysz pod miotłą, nie dziwota, bo jakże wyskoczyć tu z pytaniem (które niestety mnie naszło), czy to kredy rzeczywiście w Orlando brakuje, że wciąż nie ma jeszcze malunków tęczy i półksiężyca obok siebie, czy też Amerykanie to prostaki, jak nie szukając daleko, Janusze z Podkarpacia i takich wysublimowanych metod nie znają? Jak tam jest, Bóg (wciąż, mam nadzieję) raczy wiedzieć, a tymczasem pojawiają się ciekawe komentarze z „Polski A.” W nich to ekstremiści islamscy stawiani są na równi z tymi katolickimi. Ciekawa to teza, niestety głównie dlatego, że wyznawana z przekonaniem, a nie mająca żadnych podstaw. Dotychczas uosobieniem katolickiego ekstremizmu czy fundamentalizmu była babcia w moherze, ale może i słusznie bo kto tam wie, co takiej babinie po głowie chodzi.

Zostawmy to. Już bowiem w internetach mowa o tym, jak bardzo krzywdzące jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Ja się z tym zgadzam. Nie każdy wyznawca islamu to morderca gejów. Pozwala to mieć nadzieję, że podobnie jest z katolikami. Światełko w tunelu?

Szwecja Onside
6 czerwca 2016

Święto narodu szwedzkiego!

Nationaldag Tensta

Dzisiaj w Szwecji Dzień Narodowy! Flagi państwowe powiewają nad największymi dziurami, apele, celebra, pikniki. Cały kraj wymienia powody do chwały i dzierżenia lauru Najlepszego Kraju Ever.
Gospodarka pędzi, innowacje zasilają świat, opieka nad obywatelami niedościgniona, empatia wobec uciekinierów godna pozazdroszczenia przez inne narody, itd.
Rodzina królewska przywdziewa tradycyjne stroje ludowe, dając przykład do dumy ze spuścizny (wyłamał się jeden zięć króla, który stwierdził ze jego interesy są ważniejsze niż to święto, i olał temat, czym wywołał irytację papy). Wiece i obchody docierają, jak flagi – wszędzie. Ale najważniejsze imprezy odbywać się będą w Sztokholmie. Prawdziwe uwieńczenie Szwedzkości! Zapraszam wszystkich będących w okolicy! Tylko tam będzie można spojrzeć w oczy vikinga, nieskalane obcym DNA i posłuchać ludzi, którzy brzmią jak 1000 lat temu w osadach od Birki do Wolina.

Na zachętę program z dzielnicy Tensta:

  • najpierw ze sceny bawić będą: Dogge Doggelito, Charlotta Usha i opera Bollywood
  • będzie polityk z rady dzielnicy: Awad Hersi
  • przemówi też polityk z parlamentu: Esabelle Dingizian
  • później wystąpi: duet Malin i Taha, Anna Maria Nadi,
  • chwilę później: tańce i muzyka z Uzbekistanu i Ugandy.
  • po 14:00 tańce i muzyka z Brazylii i Somalii
  • Poprowadzą wszystko: Moses Ngabo i Rigo Moupondo
    Wszyscy mile widziani.

 

-vvv-

Szwecja Onside
4 czerwca 2016

Szwecja w skrócie 04/06/2016

P_Pride_orginal_MasterGM.indd

Szwedzka poczta wypuściła znaczek z tęczą. Że niby ku chwale Stockholm Pride i tym podobnych (promocja, zdaje się). Najbardziej faktem tym ”pałują się” polonijni miłośnicy KODu. Odgrażają się w rozmowach, że będą słać kartki z tymi znaczkami do największych homofobów w Polsce. Brzmi groźnie. Ciekaw jestem kogo trafi.

W ostatnich miesiącach szwedzkie radio publiczne SR poświęciło zaskakująco wiele miejsca sprawom polskim. Regularnie pojawiały się reportaże z wyprawy ich dziennikarki do Polski (ogarniętej pełzającą wojną domową- jak powiedział Jarek Kurski w szwedzkiej TV).
Ciężko było nadążyć za sprawną reportażystką, jeszcze sprawniej nakierowywaną przez polską koleżankę na sprawy ważkie i ludzi godnych uwagi. Oczywiście pojawił się Miszcz Głodówek. Wywiad z nim brzmiał dramatycznie, on sam słabiutko fizycznie, wycieńczony walką i głodem, ale duch walki był silny. I tylko magia radia- czyli brak wizji- nie pozwoliły nam ujrzeć grubasa. Kolejny temat to program 500+: napotkana (przypadkowo) matka dwójki dzieci, ubolewała nad rozrzutnością rządu. Wyglądało to tak, jak gdyby adresaci pomocy byli najbardziej przeciwni przyjmowaniu pieniędzy (bardziej niż przyjmowaniu uchodźców). Wszystko z troską o kraj w głosie. Trzeba pani dziennikarce oddać, że spytała też zwolenników rządu o opinię. Dziwnym trafem naszła ich w Toruniu i gdzieś na wschodzie. Głosy stare, zmęczone- wypisz wymaluj wyborca PiSu.

Pojawił się też w radiu temat wycinki w Puszczy Białowieskiej. Dyskusja pasjonująca, właściwie podobna do tych z Polski: czy to konieczne, czy może interes rządzi? Ubolewanie ogólne przeważało. Oczywiście Szwecja ma podstawy i doświadczenie w ochronie takich miejsc, wszak 100% ich lasów to sztuczne nasadzenia.

Z ciekawszych audycji w SR musze wspomnieć o tragicznej sytuacji konsumentów, którzy mają coraz mniejszy dostęp do biur rzecznika ochrony ichże. W reportażu pojawia się człowiek o imieniu i nazwisku (z pamięci będzie, i mogę literkę pomylić- sorry) Mahnushargi Bongoroui. Biedula kupił sodę kaustyczną, którą chciał użyć w zacnych celach, ale plan nie wypalił (!) i doznał poparzenia chemicznego. Oskarża producenta o niejasną instrukcję. Chamy normalnie! Nie dali przepisu na wszystko co da się z tego zrobić. Udało mu się znaleźć biuro konsumenta i pani tam pracująca, szczerze zaangażowała się w dochodzenie sprawiedliwości. Szczęściarz.

Jak już jestem przy Pustynnej Burzy: rządowy plan zatrudniania w urzędach państwowych plus tworzenie ulg podatkowych dla przedsiębiorców którzy zatrudnią nowoprzybyłych wreszcie daje efekty. Przypomnę ze w 2015 Szwecja przygarnęła 163 tysięcy takowych, z czego prawie (!!!) 500 znalazło zatrudnienie. Słownie: pięćset osób.

W związku z narzuceniem każdej gminie obowiązku przyjęcia określonej liczby uchodźców, te w gorliwości swojej potrafią wyrzucić autochtona z dziećmi, z najmowanego przez niego mieszkania. Zdziwienie urzędników budzi brak zrozumienia wyrzucanego w stosunku do ich działań.

Palenia aut, koszy na śmieci, wiat, itp – końca nie widać. Za każdym razem ekipy strażaków i policja są obrzucane kamieniami. Sprawcy nieuchwytni. Policjanci mają nowy sposób na walkę z tym procederem: zapraszają rzucających na kawę.

Chociaż jest też inne światełko w tunelu: na jednym z osiedli w sennej miejscowości nieopodal Sztokholmu, skandynawskie łobuziaki zaczęły co noc niszczyć szkołę (po uprzednim spaleniu wszystkich koszy i wiat). Ekscesom położyli kres rodzice. Wyszli wieczorami z domu, uprzednio upewniając się ze dziatwa w łóżkach (wszak w nocy niebezpiecznie na zewnątrz). Problem zniknął, jak nożem uciął. Na zdjęciu w prasie, widać rodziców zatroskanych bezpieczeństwem swoich pociech i mienia społecznego. Dla ciekawych świata, kilka nazwisk: Dahabo Ibrahim, Shomso Abdi, Omar Abdulkadar.

A co policja w tym czasie robi? Otóż chłopaki ze Sztokholmu urządzają imprezy, na których paradują w spódniczkach i chwalą się policyjnymi odznakami. Zdjęcia obowiązkowo lądują na FB. Policyjnym FB.

rosa-polis-1

-vvv-

28 maja 2016

Jasna Góra i nie tylko

Przyjechał znajomy zza granicy, wśród miejsc, które życzył sobie zobaczyć znalazła się Jasna Góra. Trochę konserwatywnie, powiedziałby wykształcony Polak z dużego miasta, ale cóż: gość w dom, Bóg w dom (znów konserwatyzm, sorry), więc trzeba jechać i pokazać klasztor ojców paulinów. A wycieczka z obcokrajowcem i to z Ameryki po polskich drogach, przez polskie wsie to sprawa nader ryzykowna. Wyjechać tylko z Warszawy, a już przy szosie nie to, że gminnej, ale krajowej (!) co kilkaset metrów jawią się przydrożne kapliczki, których nie sposób nie zauważyć, bo – jak na złość – jaskrawo przystrojone z okazji niedawnego święta. I gdy już nie wiem, gdzie podziać ze wstydu oczy i w ogóle, gdzie podziać po prostu siebie, zza wysokiego pagórka naszym oczom – jak dobrze, że swoich nie spuściłam ze wstydu! – ukazał się okazałych, wręcz monstrualnych, rozmiarów billboard: wasektomnia – antykoncepcja dla mężczyzn. Ufff honor Polski jako państwa nowoczesnego i unijnego uratowany. Nie jest tak, że to tylko przedmurze i do tego jeszcze zaścianek. Następnym razem, choćby zagraniczny gość zażyczył sobie wycieczkę do św. Lipki, Gietrzwałdu czy Lichenia – wiem, że nie będzie się czego wstydzić.

Kasper Linge
23 maja 2016

Polityka historyczna

W ramach Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Bydgoszczy odbyły się m.in. spotkania z polskimi naukowcami dotyczące polityki historycznej Niemiec i Rosji. W kontekście planów wprowadzenia polskiej polityki historycznej, w telegraficznym skrócie notatka, którą sporządziłem po spotkaniu z dr. hab. Mariuszem Wołosem w listopadzie 2014 roku:

Mariusz Wołos spędził kilka lat w Moskwie, jako naukowiec związany z PAN. Niestety w tej chwili komórka, w której przebywał jest martwa, co powoduje, że jej prace (w przyszłości) praktycznie trzeba będzie zaczynać od początku. Polskie instytucje funkcjonujące w Rosji są poważnie niedofinansowane, a strona polska nie przykłada odpowiednich starań, by działały one sprawnie. Niemcy w tej materii działają o wiele skuteczniej, co nie jest związane tylko i wyłącznie z nakładami finansowymi. Działa wiele niemieckich instytucji wydających książki i promujących niemiecką kulturę. Problemem może być biurokracja rosyjska utrudniająca pobyt naukowcom (3 miesięczna wiza, potem powrót na 3 miesiące do kraju). Do tego praktycznie w Rosji nie prowadzi się badań związanych z Polską, zmarł np. najbardziej znany znawca polskiej literatury i mało kto podejmuje takie badania.

Rosjanie zablokowali dostęp do polskich dokumentów z okresu wojen polsko-sowieckich. Argumentują to tym, że są w bardzo złym stanie, co uniemożliwia ich udostępnianie, choć naukowcy, którzy je wcześniej widzieli twierdzą, że są w dobrym stanie. Na konferencjach wygłaszane są referaty przez ludzi z tytułami naukowymi, o tym, że w Katyniu to Niemcy wymordowali część polskich oficerów. Zdarzają się też jednak rosyjscy naukowcy ze sprawami karnymi, które są konsekwencją głoszonych przez nich poglądów na tematy historyczne. Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych nie funkcjonuje, Stowarzyszenie Memoriał przestaje istnieć, jako piąta kolumna. Co ciekawe, Rosjanie traktują Instytut Pamięci Narodowej, jako „zbrojne ramię” polskiej polityki historycznej.

„Katyń” Wajdy wywołał duże poruszenie, a czasami nawet pewne refleksje wśród Rosjan, jednak film wyemitowano za osobistą zgodną Putina, więc gdyby nawet powstały jakieś filmy dotyczące relacji polsko-rosyjskich, a nie byłyby zgodne z rosyjską polityką historyczną, żadna telewizja ich nie pokaże.

Na pytanie o antypolonizm Putina Wołos stwierdził, że Polska jest trzeciorzędną kategorią w rosyjskiej polityce (1. Niemcy, USA, Chiny, Wlk. Brytania, Brazylia, Francja… 2. Estonia, Białoruś, Litwa, Łotwa… 3. Polska…).

***

Niemcy z kolei od dekad prowadzą niezwykle skuteczną politykę historyczną. Z pomocą służb specjalnych i inżynierii społecznej powoli zmywają z siebie odium za II wojnę światową. Służy temu porównywanie zbrodni niemieckich do sowieckich, co zdejmuje z nazistów piętno wyjątkowości, wtórność Auschwitz w stosunku do Gułagu, akcentowanie dramatu „wypędzonych” i mikro-historii z pozytywnymi przykładami, głoszenie haseł typu „Hitler jest w każdym z nas” i cierpienie jest równe dla wszystkich ludzi, badanie niemieckiego ruchów oporu. Żartobliwie mówiąc, doskonałym przykładem tej polityki jest nakręcony niedawno serial „Człowiek z Wysokiego Zamku”, w którym Japończycy mówią po japońsku, a Niemcy po angielsku. Jednak nie ma nic bardziej skutecznego niż udowodnienie, że Hitler był po prostu wariatem – nie zdrowo i racjonalnie myślącym o władzy Niemcem, tylko gościem, któremu najzwyczajniej zagotowało się pod czaszką. Oglądałem niedawno „Tajemnice III Rzeszy – Rodzina Hitlera”, w którym sugerowano, że najprawdopodobniej ojciec Hitlera był Żydem (jakby miało to jakiekolwiek znaczenie dla zrozumienia najnowszej historii Europy). W filmie bardzo mocno akcentowano, że w rodzinie Fuhrera były osoby chore psychiczne. Jakiś specjalista w białym kitlu po niemiecku przekonywał, że to bardzo ważne, ponieważ mogło mieć wpływ na geny. Genetyka jest dość popularnym zajęciem wśród potomków elity III Rzeszy. „Stryjeczna wnuczka Hermana Göringa poddała się nawet sterylizacji, aby, jak tłumaczy, nie przekazać dalej krwi potwora”.

***

Na koniec, niech za opis stanu polskiej polityki historycznej, czy szerzej pamięci historycznej w ogóle, posłuży drobne porównanie: w województwie kujawsko-pomorskim jest zdaje się zaledwie kilkanaście miejsc upamiętnienia polskich żołnierzy biorących udział w powstaniu antykomunistycznym. Na Litwie natomiast żołnierze, którzy kolaborowali z Niemcami, a potem długie lata walczyli z Sowietami mają kilkadziesiąt tysięcy miejsc pamięci, a wydawnictwa z ich sylwetkami i historiami można kupić w każdej żabce i biedronce.

Kasper Linge

DzienDobryBialystok
17 maja 2016

Ktoś nam w nocy poprzesuwał kontynenty

AgaNo i stało się. Ziemia ruszyła na grubo i to tak sprawnie, że w ogóle mało kto się w tym zorientował. Od soboty mamy nowy kontynent – Eurastralię. Pewnie Antypody pozazdrościły Azji, że wraz ze starym kontynentem tworzą Eurazję, dlatego teraz trzeba będzie pozmieniać wszystkie mapy na świecie. Chociaż myślę, że winni tego stanu rzeczy są organizatorzy Eurowizji.

Od dawna twierdzę, że najbardziej rozdmuchany i nie mający nic wspólnego z wydarzeniem muzycznym, konkurs Eurowizji, należy zwyczajnie zamknąć. Albo w ostateczności zmienić jego formułę. Wszak w ogóle nie o śpiewanie, ani nie o piosenki tam chodzi. Oprawa zawsze jest bardzo ładna, więc przynajmniej dla tej sfery można by było zostawić, aby inne telewizje na świecie mogły się podszkolić, jak zorganizować ładne studio z ładnym światełkiem. Inna sprawa, że przydałoby się więcej stylistów. Od migotania różnych błyskotków na strojach prowadzących, wzrok się męczył i odciągał od tego, co faktycznie powinno być ważne dla oka. Bo przecież nie dla ucha.

Dla ucha, może i by się coś znalazło, bo różne wykonania utworów wcale nie były złe. Ale głosowanie i te sprawy… chyba każdy już wie, jak było. Nie wiem, po jaką anielkę jest tam jakieś jury i czyj głos to jury reprezentuje. Takie jury zamiast chrzanić głupoty i udawać, że się na czymkolwiek zna, weszłoby w struktury jakiejś partii, a najlepiej rządu i kreowało własną rzeczywistość, oderwaną od tej prawdziwej. Czyli dokładnie tak, jak postępują członkowie chyba wszystkich rządów na świecie – udają, że się tam na czymś znają i serwują nam głodne kawałki, jak to pracują w pocie czoła na naszą przyszłość i swoją chwałę. Z naciskiem na swoją chwałę.

Przyznam szczerze, że miałam tego nie oglądać. Ale po rozmowie z przyjaciółmi, specjalnie na tę okoliczność, podłączyłam telewizor do prądu. Niestety był to duży błąd. Żeby nie ulegać więcej takim pokusom i stracie czasu, teraz postąpię bardziej radykalnie. Schowam telewizor do pudełka i wyniosę w takie miejsce, żeby nie kusiło podłączanie i zużywanie prądu na rzeczy kompletnie bez sensu. Bo Eurowizja jest dla mnie kompletnie bez sensu. Operatorem kamery nie jestem i nie będę. Scenografii ani dekoracji także nie tworzę, więc nie było tam niczego więcej, na co można by było zwrócić uwagę. Poza jednym.

Continue reading

11 maja 2016

Zostawcie Titanica

titanic

Mleko się rozlało. PiS zrobiło audyt rządów PO, z którego czarno na białym wynika, że wcale nie było tak tęczowo, jak nam to przedstawiano. I co? Na razie burza w internetach. Ludzie są w szoku. Nie chcę popadać w specjalne zadufanie, ale muszę nieskromnie przyznać, że ja niespecjalnie. Mało tego: na tyle nieufną mam naturę, wszędzie węszę spiski, że i teraz uważam, że powiedziano nam tylko to, co mamy wiedzieć. A jedni i drudzy, a także i trzeci – czyli ci, których w polityce widzimy i ci, których zobaczyć nam nie dane – swoje lody kręcą, a czasem i innym je robią, przepraszam za wulgaryzm, ale powtarzam tylko to, co i tak wiemy od p. Sikorskiego. Aby jednak przyznać, iż nie jest tak, że wszystko wiem, muszę powiedzieć, że zastanawia mnie, jak owe rewelacje wpłyną, i czy w ogóle, na czcigodnych obrońców demokracji. Bo co jak co, ewentualne kolejne demonstracje KOD-u w obecnej sytuacji byłyby już zupełnym kuriozum. Ale może to nas właśnie czeka: głodówka między posiłkami i szacowanie liczby uczestników manifestacji metodą liczenia komórek rakowych (copyright Krótka Lanca). Jak tak na to patrzę, pytanie mam jedno: to duch czasów czy czasy ostateczne? Bo, że to dopiero początek, to się nawet boję myśleć.

Szwecja Onside
2 maja 2016

Szwecja w skrócie – 02/05/2016

Sverige

 

Pani Ann Applebaum udzieliła wywiadu kanałowi SVT2. Ustrój w Polsce określiła jako „nieliberalną demokrację

W połowie kwietnia doszło do próby podpalenia przedszkola w Jägersro. Policja podejrzewa iż zdarzenie to ma podłoże rasistowskie. Wzruszeni sąsiedzi wieszali na płocie papierowe serduszka i kartki z wyrazami miłości – akcję okrzyknięto „eksplozją miłości”.

Al-Salamskolan – to szkoła w Szwecji o profilu muzułmańskim. Reklamuje się jako miejsce: wiedzy, miłości i wolności. Naucza islamu i wartości arabskich (w dodatkowym czasie), zapewnia też uczniom jedzenie halal. Finansowana jest przez budżet państwa oraz darczyńców, takich jak fundacja Al-Haramain powiązana z wahabitami. Ponoć coś z terrorystami wspólnego maja, ale plotkami się nie zajmujemy.

W 2008 mecz pomiędzy Al-Salamskola a Frösunda IF, zakończył się: złamaniami, czerwonymi kartkami i wezwaniem policji.

(Zapomniałbym napisać, iż podpalone przedszkole nazywa się Al-Salamah)

Policja szwedzka, wspólnie z Brytyjczykami, pracuje nad rozwiązaniem zagadki tożsamości znalezionego w 2014 roku szkieletu człowieka. Sprawa jakich wiele. Podejrzewa się, że to ktoś z Europy Wschodniej. Nie wiadomo też kiedy umarł, ale wiadomo że urodził się w sierpniu 1972 roku. I tu zdałoby się komuś strzelić na zatrybkę- w świetle debat i problemów z określeniem wieku sierot-uciekinierów.

Złapany w Belgii terrorysta – Osama Krayem- to kolejny (po typie z Francji) Szwed pełną gębą.
Właśnie wyraził życzenie, że jeśli zostanie skazany (!?!), to karę chce odbyć w Szwecji.

Szwedzcy terroryści mają ciekawą przeszłość. Belkaid Aziz- powiązany z zamachami we Francji, sprowadził się do Szwecji 11/09/2010. Zdążył poprowadzić dwie firmy w branży budowlanej. W czasie gdy można było podejrzeć jego dane w szwedzkim rejestrze, udało mi się dotrzeć do powiązań spółek, które w większości obecnie już są polikwidowane, a zdawały się służyć drenowaniu systemu i kontrachentów z pieniędzy. Idąc tropem wspólników (jeden z nich miał firmę z innym Belkaidem- wysoce prawdopodobne że to brat), dotarłem do polskiego akcentu pod postacią pani Moniki S.

Do telewizji TV4, zadzwoniono z tureckiej ambasady z ”prośbą”  nie puszczania filmu o ludobójstwie Ormian.
Po wprowadzeniu kontroli dokumentów na granicach, Szwecja zapowiadała 2 tygodniowe ”okno transferowe” w okolicach wakacji. Wszyscy chętni, bez dokumentów, mogliby bez ograniczeń przekroczyć granicę. Obecnie zapowiedziano wycofanie się z pomysłu. Ba! rozważane jest wprowadzenie kontroli dokumentów na stałe.

W ramach walki z narkotykami, w celu oceny stopnia użycia ich podczas imprez masowych, będą badane ścieki odprowadzane z festiwali.

Ambasada USA w Szwecji, ostrzega swoich obywateli przed zatłoczonymi miejscami.

Socjaliści wyszli z inicjatywą wprowadzenia państwowych świąt muzułmańskich. ”Skoro inne religie maja -to w ramach równości wprowadźmy też muzułmanom”- argumentują.
W dzienniku DN wyczytać można ubolewanie nad niszczeniem w Polsce pomników związanych z Armią Czerwoną. Ubolewający nazywa się Maciej Zaremba, a ichnik tego pisemka (czyli że naczelny) to Wołodarski. Pan Maciej przytacza histore gwałtów dokonanych na polskich obywatelach, ale po drugiej stronie szali stawia uratowanie milionów istnień ludzkich, ze wskazaniem na żydów.

Szefowa mediów społecznościowych w wydawnictwie Swedish Bonnier Magazines Irena Pozar, wyraziła zaniepokojenie zbyt dużą ilością białych ludzi w Europie.
“But oh my God how it was White. EVERYWHERE. After a quick check in the seminar program it became clear: I could count the number of Swedes with foreign names in one hand (and then it became fingers over).”
“To the world, Europe and Sweden has trouble with this problem [of being too White], we know. The media industry has a problem with it, we know very well.” tutaj

 

-vvv-

29 kwietnia 2016

Pieśń przyszłości

PiS wygrało i niestety nie tylko dobrej zmiany nie ma, ale zabrakło nawet wiosny. Zimno jak w psiarni i jak tu grillować, a majówka za pasem. Węgiel rozdawany w Biedronce do każdych większych zakupów pójdzie chyba na ogrzanie domów i wszelakich altanek. Co nie znaczy, że i przy tej okazji zjeść karkówki i walnąć piwka nie można. Tak źle jeszcze nie jest, żeby to było zabronione, jednak beztroskim i swojskim grillowaniem nazwać tego nie można, bo karkówka po prostu z mikrofali.

W każdym razie odkąd pełną piersią i na cały głos można zaśpiewać czy nawet wykrzyczeć: „Wiwat maj, trzeci maj!”, Polska przez pierwsze dni tego miesiąca jest zamknięta. Święto pracy rzecz jasna i święta, ale jeszcze po drodze jest drugi maja – dzień flagi. Tu warto przypomnieć – bo rzeczywiście chyba mało kto pamięta – byłego prezydenta, który właśnie przy tej okazji  w jednej z przemów stwierdził, że chociaż flaga polska tak niebogata w kolory, to jednak sercu jego jest bliska. Nikt wtedy nie zauważył, że tak się rodzi patriotyzm, a wiec prawie faszyzm, no a teraz mamy to, co mamy.

Aby te rozważania nie doprowadziły nas do Hitlera, wróćmy do grilla. Co pewien czas przy okazji (podobno licznych) dni wolnych od pracy odzywają się głosy, że nasze PKB takie niskie, bo cały czas świętujemy, a taka na przykład Holandia… To fakt. Kasy chyba maja sporo. I wiedzą też jak ją inwestować. Teraz na przykład wpadli na pomysł finansowania z podatków badań na eutanazją dzieci od pierwszego do 12 roku życia. Co tu badać, eutanazja wydawałoby się rzecz prosta – widać jednak ma swoje niuanse. W tym momencie na chwilę znów wrócę do Hitlera, przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że gdyby ten tak wszystko badał, to z Auschwitz wyszłyby nici. Ale jeszcze do Holendrów. Dziwna także może wydać się tu kategoria wiekowa, określona jakby spod dużego palca. Tutaj jednak jest logiczne wytłumaczenie: „Aktualnie w Holandii zabijanie noworodków jest legalne do 12 miesiąca, a młodzieży między 12 a 17 rokiem życia ze względu na „stany psychiczne” i jeśli rodzice się nie sprzeciwiają.” No nic. Jeśli cokolwiek tu badać, to radziłabym przyjrzeć się, czy eutanazja ze wszystkimi swoimi niuansami nie dotyczy przede wszystkim dzieci imigrantów. Bo jeśli chodzi o te ze związków jednopłciowych, których ponoć w Polsce rodzi się tak dużo, zaryzykowałbym twierdzenie, że to pieśń przyszłości.

Kasper Linge
27 kwietnia 2016

Wizje Polski. Opcja pierwsza.

WIZJE POLSKI.

W ostatnich kilkudziesięciu miesiącach w polskich życiu publicznym dokonała się wyraźna zmiana społeczno-polityczna. Jedną z konsekwencji tej zmiany (a nie jej przyczyną) są wygrane Andrzeja Dudy i PiS w wyborach. Na to zwycięstwo złożyło się kilka elementów, których siła bynajmniej nie wygasła. W związku z próbą odgadnięcia klimatu politycznego w nadchodzącym czasie można postawić hipotezę (jedną z wielu), że szeroko pojęta prawica w Polsce zdominuje sferę publiczną na kilka, bądź kilkanaście lat.

W środowiskach lewicowych funkcjonuje pogląd, że Polską od lat rządzą siły konserwatywno-prawicowe, na co dowodem ma być dobra sprzedaż jej tygodników (wszak Gość Niedzielny wciąż utrzymuje się na pierwszym miejscu), lub że współczesna historia Polski interpretowana jest z prawicowej perspektywy, a w najradykalniejszych wersjach twierdzi się, że Adam Michnik jest umiarkowanym prawicowcem, który z pomocą swojej gazety umożliwił w III RP wprowadzenie dzikiego kapitalizmu. Taki obraz jest jedynie pozornie prawdziwy, a dominacja sił „prawicy”, o której tutaj mowa będzie jak najbardziej realna.

Jest kilka czynników, które się na to składają. Jednym z podstawowych jest nieprzystawalność lewicowych idei do codzienności. Najbardziej oczywistym tego wyrazem jest polityka multi-kulti z takim niepowodzeniem prowadzona na Zachodzie. Powszechnie komentowanym zagadnieniem jest sprawa tzw. uchodźców, na których przyjmowanie Polacy się nie godzą. Zdaje się, że wiedzą to wszyscy, którzy robią zakupy na osiedlowym rynku i rozmawiają z ludźmi w stojących w korkach autobusach, a nie spędzają życia na eventach w przytulnych knajpach. Po wyborach w telewizji publicznej częstymi gośćmi są eksperci od Bliskiego Wschodu, jak dr Wojciech Szewko, którzy rysują realny obraz sytuacji w Europie i nie pozostawiają złudzeń, co do zagrożenia płynącego z islamskiego terroryzmu. W konsekwencji czego widzowie poważnie zaczynają myśleć o swoim bezpieczeństwie poddając w wątpliwość hasła bez pokrycia o europejskiej solidarności. To już tylko krok do odrzucenia kompromitującej się politycznej poprawności. Kolejne doniesienia o niemieckiej policji i mediach ukrywających informacje o gwałtach, Niemki wręczające kilka dni później kwiaty uchodźcom i rażąca instytucjonalna nieudolność (a być może celowe zaniechania), wzmacniają jedynie w Polakach słuszność sztywnego trwania na pozycjach „nietolerancyjnych”. Dopełnieniem kruszenia się polit-poprawności mogą być np., identyfikowane jako zabawne, próby zmian w języku (słynna „ministra” Joanny Muchy). Tak istotnej na Zachodzie sprawie jak zagadnienie homoseksualizmu, w Polsce nie sprzyja ogólny konserwatywny charakter społeczeństwa w sferze obyczajowej. Na tym gruncie spotkać się mogą nawet wyborcy PiS, SLD i PSL.

Obecne trudne czasy wymagają niełatwych i niepopularnych decyzji. Coraz większą popularnością cieszą się wyraziste i kontrowersyjne postaci, jak Grzegorz Braun. Reżyser, który oprócz tego, że z dystansem opowiada o kultowych „Gwiezdnych Wojnach”, w salach wypełnionych po brzegi w całej Polsce głosi wykłady o geopolityce. Na youtube zaraz obok odnaleźć można na ten temat specjalistyczne wykłady Jacka Bartosiaka, które mają tysiące wyświetleń, a ich tematem są skomplikowane meandry polityki zagranicznej wielkich mocarstw i wizje III wojny światowej. Nieustającą popularnością cieszy się Mariusz Max Kolonko ze swoimi komentarzami dotyczącymi spraw bieżących.

Odbiorcami tych treści w dużej mierze są młodzi ludzie, w III RP zapomniani, przez lata nieaktywizowani. Największe ośrodki opiniotwórcze w Polsce, z Gazetą Wyborczą na czele, starały się przede wszystkim dotrzeć z przekazem do inteligencji. Wiodące role odgrywali ludzie nauki, kultury i sztuki, jak Kołakowski, Miłosz, Wajda, czy Bartoszewski. W tym czasie młodzież żyła na uboczu, a swoją ścieżkę odnalazła, co jest naturalne, w kulturze popularnej, przede wszystkim w hip hopie, który jest buntowniczy, żarliwy, rewolucyjny. Dzisiaj dziennikarze GW zdumieni są, że polski hip hop stał się nacjonalistyczny i ksenofobiczny, odwołujący się do haseł Bóg Honor Ojczyzna. Trudno się dziwić, że polscy raperzy, którym, jak wszystkim młodym ludziom, krew się gotuje i pałają chęcią zmieniania świata nie głosowali na nieporadnego Bronisława Komorowskiego, który w internecie, domenie młodych, był jedynie powodem do żartów.

III RP jest przede wszystkim systemem wykluczającym. Sprawujący „rządy dusz” establishment po kolei wykluczał niewygodne środowiska i tematy: polski nacjonalizm, zwolenników lustracji, „kościół zamknięty” i moherowe babcie, przeciwników Unii Europejskiej, patriotyzm, „żołnierzy wyklętych” etc. W konsekwencji sam wyhodował zastępy wrogich sobie, i popieranym przez siebie ideom, obywateli różnej proweniencji. Dzisiaj młodzi zwolennicy Janusza Korwin-Mikkego, ruchu Kukiza, ruchu narodowego i kibice, którzy niewiele wspólnego mają ze słuchaczami Radia Maryja i bogoojczyźnianymi pieśniami, razem protestują przeciwko „pookrągłostołowej” klasie politycznej.

Przez lata kpiono ze środowiska PiS, że na organizowanych przez nich marszach, czy manifestacjach średnia wieku oscyluje wokół sześćdziesiątki. Dzisiaj, gdy swoje marsze urządza Komitet Obrony Demokracji, jego animatorzy pytają gdzie są młodzi? A ci młodzi, których pasiono europejskością i wizjami wygodnego życia, dzisiaj są tolerancyjni, nowocześni i nic ponadto. Najważniejszym postulatem jest bezczynność i święty spokój, ponieważ mają PRAWO, aby niczym się nie interesować. Z drugiej strony jest młodzież, do której nie trafiają perory Agnieszki Holland, czy filmy o nabzdyczonym Lechu Wałęsie z podkręconym życiorysem, ale GW nie ma kim zastąpić odchodzących w zapomnienie swoich wieloletnich „autorytetów moralnych”. I tutaj pojawiają się idee, style i działania, które atrakcyjne są też z powodu swojej „elitarności”, czy właśnie owego wykluczenia, nadające posmak przygody i indywidualistyczny rys w nijakim społeczeństwie politycznej poprawności. Wykluczeni niesieni ideami zdolni są do poświęceń. Przed ostatnimi wyborami prezydenckimi szerzej nieznanemu Grzegorzowi Braunowi podpisy zebrali fani, natomiast nie udało się to Wandzie Nowickiej i ikonie środowisk lewicowych Annie Grodzkiej. Najlepszym przykładem możliwości organizacyjnych obozów ideowych jest liczba uczestników wydarzeń: Marsz Niepodległości – 50 tysięcy ludzi, Marsz w obronie Telewizji Trwam w Warszawie – 50 tysięcy ludzi, Marsz dla Życia i Rodziny w Warszawie – 10 tysięcy ludzie, Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów – kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Natomiast np. „Obywatelski protest przeciwko finansowaniu Świątyni Opatrzności z pieniędzy na kulturę” – w internecie 31 tysięcy użytkowników dodanych do wydarzenia, a w manifestacji przed Sejmem wzięło udział 100 osób. W ostatnich miesiącach, przede wszystkim dzięki wsparciu mediów liberalno-lewicowych, manifestacje KOD liczą ok. kilkadziesiąt tysięcy uczestników (wspomniane media podają frekwencję drastycznie na korzyść Komitetu wbrew statystykom policji). Jednak prawdziwymi aktywistami nie są animatorzy z lokalnych lewicowych czytelni, ponieważ najliczniejszymi organizacjami w Polsce są Żywy Różaniec (1,11 miliona) i Rodzina Radia Maryja (1 milion).

Elementem umacniającym prawicowy paradygmat jest obecna władza. Należy pamiętać, aby nie przekładać doświadczeń warszawskich na resztę kraju. W stolicy łatwo o wzruszające ujęcia z obchodów rocznicy powstania warszawskiego, czy pochówku „Łupaszki”, ale w mniejszych ośrodkach wygląda to zgoła inaczej. Dla przykładu: w czterdziestotysięcznej miejscowości w kujawsko-pomorskim, od wielu lat co roku burmistrz wraz z gronem urzędników świętują „wyzwolenie” miasta przez Armię Czerwoną w 1945. Podczas Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, mimo że to święto państwowe, na ratuszu nie wywiesza się flagi narodowej, nie wspominając o delegacji na marszu organizowanym przez mieszkańców. Z kolei w Bydgoszczy, mieście wojewódzkim i jednym z największych w kraju, mieszkańcy w centrum ignorują syreny wyjące 1 sierpnia o godzinie 17. Oddolne ruchy owszem są ważne, bowiem dają wyobrażenie o nastrojach społecznych, jednak bez administracyjnych decyzji nie wiele się zmieni, ponieważ to instytucje stanowią o sile państwa. Gdyby nie uchwała PiS o „zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej”, świąteczne kartki z Anglii dzieci wciąż słałyby do rodziny zamieszkującej na ulicy Armii Ludowej, czy Michała Roli-Żymierskiego, gestapowskiego i sowieckiego agenta. Również dopiero po zmianie na stanowisku Ministra Obrony Narodowej, jednostki wojskowe zainteresowały się losami lokalnych i ogólnopolskich „żołnierzy wyklętych” i organizują spotkania dotyczące powstania antykomunistycznego.

Młodzi, dla których przez wiele lat w III RP nie było oferty, odnaleźli drogę bez pomocy wiodących ośrodków opiniotwórczych, tak więc nie są im one do niczego potrzebne. Rolę nie do przecenienia odegrał w ostatnich latach internet, który stał się dla nich pociągający dla również dlatego, że odnaleźć można tam treści starannie ukrywane przez wiodące media, a poprzez to mające posmak sensacji. Najpopularniejsze prawicowe fanpage na Facebooku cieszyły się tygodniowo wielomilionowymi zasięgami. Tzw. „wiodące media” głoszą hasła sprzeczne z wyznawanymi przez młodych ideami, które w obliczu konfliktu zbrojnego stają się niezwykle istotne – siłą, poświęceniem, roztropnością. Te właśnie wartości młodzi odnajdują w opowieściach o żołnierzach Wojska Polskiego, którzy skazani mieli zostać przez komunistów na wieczne zapomnienie. W tym kontekście pojękiwania Gazety Wyborczej, że prawica zawłaszczyła historię są absurdalne, w sytuacji, gdy nigdy temu środowisku nie zależało na kompleksowym przedstawianiu najnowszych dziejów Polski. Były to jedynie konwulsyjne reakcje w kontrze do prób lustracji i rozliczeń z PRL, którego zdecydowanie broniła.

Splot kilku wydarzeń, tj. bieżącej sytuacji politycznej w Europie (multi-kulti), nieudolność i bezradność europejskich instytucji wobec islamskiego terroru, skompromitowani krajowi politycy kreujący się na „obrońców demokracji”, kipiąca młodość potrzebująca oparcia o solidny fundament w gorących czasach, być może spowoduje, że „prawicowe” myślenie o świecie okaże się najatrakcyjniejsze. Oddając się daleko posuniętej spekulacji, w Polsce może dokonać się rewolucja, jaka miała miejsce w zachodniej Europie w latach 60. XX wieku (choć oczywiście na mniejszą skalę). Dzisiejsze polskie elity polityczno-kulturalne są stare, nie wzbudzają zaufania i szacunku, dokładnie tak samo, jak te amerykańskie z okresu kontrkultury, a rolę hipisowskich studentów odegrają młodzi patrioci w koszulkach z emblematami Polski Walczącej. W tym miejscu pojawiają się zarzuty o przejęcie w dużej części powstańczej symboliki przez środowiska z blokowiska i „kibolskie”, które określane się jako bezrefleksyjne i bezkrytyczne. Ale w tym przypadku również można odwołać się do rzeczonych lat sześćdziesiątych – w taki sposób właśnie dominujący dzisiaj w zachodnim świecie lewicowo-liberalny mainstream doszedł do władzy, dzięki masom bezrefleksyjnych studentów krzyczących na pochodach Hồ Chí Minh i zachwycających się przewodniczącym Mao.

Kasper Linge