28 maja 2016

Jasna Góra i nie tylko

Przyjechał znajomy zza granicy, wśród miejsc, które życzył sobie zobaczyć znalazła się Jasna Góra. Trochę konserwatywnie, powiedziałby wykształcony Polak z dużego miasta, ale cóż: gość w dom, Bóg w dom (znów konserwatyzm, sorry), więc trzeba jechać i pokazać klasztor ojców paulinów. A wycieczka z obcokrajowcem i to z Ameryki po polskich drogach, przez polskie wsie to sprawa nader ryzykowna. Wyjechać tylko z Warszawy, a już przy szosie nie to, że gminnej, ale krajowej (!) co kilkaset metrów jawią się przydrożne kapliczki, których nie sposób nie zauważyć, bo – jak na złość – jaskrawo przystrojone z okazji niedawnego święta. I gdy już nie wiem, gdzie podziać ze wstydu oczy i w ogóle, gdzie podziać po prostu siebie, zza wysokiego pagórka naszym oczom – jak dobrze, że swoich nie spuściłam ze wstydu! – ukazał się okazałych, wręcz monstrualnych, rozmiarów billboard: wasektomnia – antykoncepcja dla mężczyzn. Ufff honor Polski jako państwa nowoczesnego i unijnego uratowany. Nie jest tak, że to tylko przedmurze i do tego jeszcze zaścianek. Następnym razem, choćby zagraniczny gość zażyczył sobie wycieczkę do św. Lipki, Gietrzwałdu czy Lichenia – wiem, że nie będzie się czego wstydzić.

Kasper Linge
23 maja 2016

Polityka historyczna

W ramach Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Bydgoszczy odbyły się m.in. spotkania z polskimi naukowcami dotyczące polityki historycznej Niemiec i Rosji. W kontekście planów wprowadzenia polskiej polityki historycznej, w telegraficznym skrócie notatka, którą sporządziłem po spotkaniu z dr. hab. Mariuszem Wołosem w listopadzie 2014 roku:

Mariusz Wołos spędził kilka lat w Moskwie, jako naukowiec związany z PAN. Niestety w tej chwili komórka, w której przebywał jest martwa, co powoduje, że jej prace (w przyszłości) praktycznie trzeba będzie zaczynać od początku. Polskie instytucje funkcjonujące w Rosji są poważnie niedofinansowane, a strona polska nie przykłada odpowiednich starań, by działały one sprawnie. Niemcy w tej materii działają o wiele skuteczniej, co nie jest związane tylko i wyłącznie z nakładami finansowymi. Działa wiele niemieckich instytucji wydających książki i promujących niemiecką kulturę. Problemem może być biurokracja rosyjska utrudniająca pobyt naukowcom (3 miesięczna wiza, potem powrót na 3 miesiące do kraju). Do tego praktycznie w Rosji nie prowadzi się badań związanych z Polską, zmarł np. najbardziej znany znawca polskiej literatury i mało kto podejmuje takie badania.

Rosjanie zablokowali dostęp do polskich dokumentów z okresu wojen polsko-sowieckich. Argumentują to tym, że są w bardzo złym stanie, co uniemożliwia ich udostępnianie, choć naukowcy, którzy je wcześniej widzieli twierdzą, że są w dobrym stanie. Na konferencjach wygłaszane są referaty przez ludzi z tytułami naukowymi, o tym, że w Katyniu to Niemcy wymordowali część polskich oficerów. Zdarzają się też jednak rosyjscy naukowcy ze sprawami karnymi, które są konsekwencją głoszonych przez nich poglądów na tematy historyczne. Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych nie funkcjonuje, Stowarzyszenie Memoriał przestaje istnieć, jako piąta kolumna. Co ciekawe, Rosjanie traktują Instytut Pamięci Narodowej, jako „zbrojne ramię” polskiej polityki historycznej.

„Katyń” Wajdy wywołał duże poruszenie, a czasami nawet pewne refleksje wśród Rosjan, jednak film wyemitowano za osobistą zgodną Putina, więc gdyby nawet powstały jakieś filmy dotyczące relacji polsko-rosyjskich, a nie byłyby zgodne z rosyjską polityką historyczną, żadna telewizja ich nie pokaże.

Na pytanie o antypolonizm Putina Wołos stwierdził, że Polska jest trzeciorzędną kategorią w rosyjskiej polityce (1. Niemcy, USA, Chiny, Wlk. Brytania, Brazylia, Francja… 2. Estonia, Białoruś, Litwa, Łotwa… 3. Polska…).

***

Niemcy z kolei od dekad prowadzą niezwykle skuteczną politykę historyczną. Z pomocą służb specjalnych i inżynierii społecznej powoli zmywają z siebie odium za II wojnę światową. Służy temu porównywanie zbrodni niemieckich do sowieckich, co zdejmuje z nazistów piętno wyjątkowości, wtórność Auschwitz w stosunku do Gułagu, akcentowanie dramatu „wypędzonych” i mikro-historii z pozytywnymi przykładami, głoszenie haseł typu „Hitler jest w każdym z nas” i cierpienie jest równe dla wszystkich ludzi, badanie niemieckiego ruchów oporu. Żartobliwie mówiąc, doskonałym przykładem tej polityki jest nakręcony niedawno serial „Człowiek z Wysokiego Zamku”, w którym Japończycy mówią po japońsku, a Niemcy po angielsku. Jednak nie ma nic bardziej skutecznego niż udowodnienie, że Hitler był po prostu wariatem – nie zdrowo i racjonalnie myślącym o władzy Niemcem, tylko gościem, któremu najzwyczajniej zagotowało się pod czaszką. Oglądałem niedawno „Tajemnice III Rzeszy – Rodzina Hitlera”, w którym sugerowano, że najprawdopodobniej ojciec Hitlera był Żydem (jakby miało to jakiekolwiek znaczenie dla zrozumienia najnowszej historii Europy). W filmie bardzo mocno akcentowano, że w rodzinie Fuhrera były osoby chore psychiczne. Jakiś specjalista w białym kitlu po niemiecku przekonywał, że to bardzo ważne, ponieważ mogło mieć wpływ na geny. Genetyka jest dość popularnym zajęciem wśród potomków elity III Rzeszy. „Stryjeczna wnuczka Hermana Göringa poddała się nawet sterylizacji, aby, jak tłumaczy, nie przekazać dalej krwi potwora”.

***

Na koniec, niech za opis stanu polskiej polityki historycznej, czy szerzej pamięci historycznej w ogóle, posłuży drobne porównanie: w województwie kujawsko-pomorskim jest zdaje się zaledwie kilkanaście miejsc upamiętnienia polskich żołnierzy biorących udział w powstaniu antykomunistycznym. Na Litwie natomiast żołnierze, którzy kolaborowali z Niemcami, a potem długie lata walczyli z Sowietami mają kilkadziesiąt tysięcy miejsc pamięci, a wydawnictwa z ich sylwetkami i historiami można kupić w każdej żabce i biedronce.

Kasper Linge

DzienDobryBialystok
17 maja 2016

Ktoś nam w nocy poprzesuwał kontynenty

AgaNo i stało się. Ziemia ruszyła na grubo i to tak sprawnie, że w ogóle mało kto się w tym zorientował. Od soboty mamy nowy kontynent – Eurastralię. Pewnie Antypody pozazdrościły Azji, że wraz ze starym kontynentem tworzą Eurazję, dlatego teraz trzeba będzie pozmieniać wszystkie mapy na świecie. Chociaż myślę, że winni tego stanu rzeczy są organizatorzy Eurowizji.

Od dawna twierdzę, że najbardziej rozdmuchany i nie mający nic wspólnego z wydarzeniem muzycznym, konkurs Eurowizji, należy zwyczajnie zamknąć. Albo w ostateczności zmienić jego formułę. Wszak w ogóle nie o śpiewanie, ani nie o piosenki tam chodzi. Oprawa zawsze jest bardzo ładna, więc przynajmniej dla tej sfery można by było zostawić, aby inne telewizje na świecie mogły się podszkolić, jak zorganizować ładne studio z ładnym światełkiem. Inna sprawa, że przydałoby się więcej stylistów. Od migotania różnych błyskotków na strojach prowadzących, wzrok się męczył i odciągał od tego, co faktycznie powinno być ważne dla oka. Bo przecież nie dla ucha.

Dla ucha, może i by się coś znalazło, bo różne wykonania utworów wcale nie były złe. Ale głosowanie i te sprawy… chyba każdy już wie, jak było. Nie wiem, po jaką anielkę jest tam jakieś jury i czyj głos to jury reprezentuje. Takie jury zamiast chrzanić głupoty i udawać, że się na czymkolwiek zna, weszłoby w struktury jakiejś partii, a najlepiej rządu i kreowało własną rzeczywistość, oderwaną od tej prawdziwej. Czyli dokładnie tak, jak postępują członkowie chyba wszystkich rządów na świecie – udają, że się tam na czymś znają i serwują nam głodne kawałki, jak to pracują w pocie czoła na naszą przyszłość i swoją chwałę. Z naciskiem na swoją chwałę.

Przyznam szczerze, że miałam tego nie oglądać. Ale po rozmowie z przyjaciółmi, specjalnie na tę okoliczność, podłączyłam telewizor do prądu. Niestety był to duży błąd. Żeby nie ulegać więcej takim pokusom i stracie czasu, teraz postąpię bardziej radykalnie. Schowam telewizor do pudełka i wyniosę w takie miejsce, żeby nie kusiło podłączanie i zużywanie prądu na rzeczy kompletnie bez sensu. Bo Eurowizja jest dla mnie kompletnie bez sensu. Operatorem kamery nie jestem i nie będę. Scenografii ani dekoracji także nie tworzę, więc nie było tam niczego więcej, na co można by było zwrócić uwagę. Poza jednym.

Continue reading

11 maja 2016

Zostawcie Titanica

titanic

Mleko się rozlało. PiS zrobiło audyt rządów PO, z którego czarno na białym wynika, że wcale nie było tak tęczowo, jak nam to przedstawiano. I co? Na razie burza w internetach. Ludzie są w szoku. Nie chcę popadać w specjalne zadufanie, ale muszę nieskromnie przyznać, że ja niespecjalnie. Mało tego: na tyle nieufną mam naturę, wszędzie węszę spiski, że i teraz uważam, że powiedziano nam tylko to, co mamy wiedzieć. A jedni i drudzy, a także i trzeci – czyli ci, których w polityce widzimy i ci, których zobaczyć nam nie dane – swoje lody kręcą, a czasem i innym je robią, przepraszam za wulgaryzm, ale powtarzam tylko to, co i tak wiemy od p. Sikorskiego. Aby jednak przyznać, iż nie jest tak, że wszystko wiem, muszę powiedzieć, że zastanawia mnie, jak owe rewelacje wpłyną, i czy w ogóle, na czcigodnych obrońców demokracji. Bo co jak co, ewentualne kolejne demonstracje KOD-u w obecnej sytuacji byłyby już zupełnym kuriozum. Ale może to nas właśnie czeka: głodówka między posiłkami i szacowanie liczby uczestników manifestacji metodą liczenia komórek rakowych (copyright Krótka Lanca). Jak tak na to patrzę, pytanie mam jedno: to duch czasów czy czasy ostateczne? Bo, że to dopiero początek, to się nawet boję myśleć.

Szwecja Onside
2 maja 2016

Szwecja w skrócie – 02/05/2016

Sverige

 

Pani Ann Applebaum udzieliła wywiadu kanałowi SVT2. Ustrój w Polsce określiła jako „nieliberalną demokrację

W połowie kwietnia doszło do próby podpalenia przedszkola w Jägersro. Policja podejrzewa iż zdarzenie to ma podłoże rasistowskie. Wzruszeni sąsiedzi wieszali na płocie papierowe serduszka i kartki z wyrazami miłości – akcję okrzyknięto „eksplozją miłości”.

Al-Salamskolan – to szkoła w Szwecji o profilu muzułmańskim. Reklamuje się jako miejsce: wiedzy, miłości i wolności. Naucza islamu i wartości arabskich (w dodatkowym czasie), zapewnia też uczniom jedzenie halal. Finansowana jest przez budżet państwa oraz darczyńców, takich jak fundacja Al-Haramain powiązana z wahabitami. Ponoć coś z terrorystami wspólnego maja, ale plotkami się nie zajmujemy.

W 2008 mecz pomiędzy Al-Salamskola a Frösunda IF, zakończył się: złamaniami, czerwonymi kartkami i wezwaniem policji.

(Zapomniałbym napisać, iż podpalone przedszkole nazywa się Al-Salamah)

Policja szwedzka, wspólnie z Brytyjczykami, pracuje nad rozwiązaniem zagadki tożsamości znalezionego w 2014 roku szkieletu człowieka. Sprawa jakich wiele. Podejrzewa się, że to ktoś z Europy Wschodniej. Nie wiadomo też kiedy umarł, ale wiadomo że urodził się w sierpniu 1972 roku. I tu zdałoby się komuś strzelić na zatrybkę- w świetle debat i problemów z określeniem wieku sierot-uciekinierów.

Złapany w Belgii terrorysta – Osama Krayem- to kolejny (po typie z Francji) Szwed pełną gębą.
Właśnie wyraził życzenie, że jeśli zostanie skazany (!?!), to karę chce odbyć w Szwecji.

Szwedzcy terroryści mają ciekawą przeszłość. Belkaid Aziz- powiązany z zamachami we Francji, sprowadził się do Szwecji 11/09/2010. Zdążył poprowadzić dwie firmy w branży budowlanej. W czasie gdy można było podejrzeć jego dane w szwedzkim rejestrze, udało mi się dotrzeć do powiązań spółek, które w większości obecnie już są polikwidowane, a zdawały się służyć drenowaniu systemu i kontrachentów z pieniędzy. Idąc tropem wspólników (jeden z nich miał firmę z innym Belkaidem- wysoce prawdopodobne że to brat), dotarłem do polskiego akcentu pod postacią pani Moniki S.

Do telewizji TV4, zadzwoniono z tureckiej ambasady z ”prośbą”  nie puszczania filmu o ludobójstwie Ormian.
Po wprowadzeniu kontroli dokumentów na granicach, Szwecja zapowiadała 2 tygodniowe ”okno transferowe” w okolicach wakacji. Wszyscy chętni, bez dokumentów, mogliby bez ograniczeń przekroczyć granicę. Obecnie zapowiedziano wycofanie się z pomysłu. Ba! rozważane jest wprowadzenie kontroli dokumentów na stałe.

W ramach walki z narkotykami, w celu oceny stopnia użycia ich podczas imprez masowych, będą badane ścieki odprowadzane z festiwali.

Ambasada USA w Szwecji, ostrzega swoich obywateli przed zatłoczonymi miejscami.

Socjaliści wyszli z inicjatywą wprowadzenia państwowych świąt muzułmańskich. ”Skoro inne religie maja -to w ramach równości wprowadźmy też muzułmanom”- argumentują.
W dzienniku DN wyczytać można ubolewanie nad niszczeniem w Polsce pomników związanych z Armią Czerwoną. Ubolewający nazywa się Maciej Zaremba, a ichnik tego pisemka (czyli że naczelny) to Wołodarski. Pan Maciej przytacza histore gwałtów dokonanych na polskich obywatelach, ale po drugiej stronie szali stawia uratowanie milionów istnień ludzkich, ze wskazaniem na żydów.

Szefowa mediów społecznościowych w wydawnictwie Swedish Bonnier Magazines Irena Pozar, wyraziła zaniepokojenie zbyt dużą ilością białych ludzi w Europie.
“But oh my God how it was White. EVERYWHERE. After a quick check in the seminar program it became clear: I could count the number of Swedes with foreign names in one hand (and then it became fingers over).”
“To the world, Europe and Sweden has trouble with this problem [of being too White], we know. The media industry has a problem with it, we know very well.” tutaj

 

-vvv-

29 kwietnia 2016

Pieśń przyszłości

PiS wygrało i niestety nie tylko dobrej zmiany nie ma, ale zabrakło nawet wiosny. Zimno jak w psiarni i jak tu grillować, a majówka za pasem. Węgiel rozdawany w Biedronce do każdych większych zakupów pójdzie chyba na ogrzanie domów i wszelakich altanek. Co nie znaczy, że i przy tej okazji zjeść karkówki i walnąć piwka nie można. Tak źle jeszcze nie jest, żeby to było zabronione, jednak beztroskim i swojskim grillowaniem nazwać tego nie można, bo karkówka po prostu z mikrofali.

W każdym razie odkąd pełną piersią i na cały głos można zaśpiewać czy nawet wykrzyczeć: „Wiwat maj, trzeci maj!”, Polska przez pierwsze dni tego miesiąca jest zamknięta. Święto pracy rzecz jasna i święta, ale jeszcze po drodze jest drugi maja – dzień flagi. Tu warto przypomnieć – bo rzeczywiście chyba mało kto pamięta – byłego prezydenta, który właśnie przy tej okazji  w jednej z przemów stwierdził, że chociaż flaga polska tak niebogata w kolory, to jednak sercu jego jest bliska. Nikt wtedy nie zauważył, że tak się rodzi patriotyzm, a wiec prawie faszyzm, no a teraz mamy to, co mamy.

Aby te rozważania nie doprowadziły nas do Hitlera, wróćmy do grilla. Co pewien czas przy okazji (podobno licznych) dni wolnych od pracy odzywają się głosy, że nasze PKB takie niskie, bo cały czas świętujemy, a taka na przykład Holandia… To fakt. Kasy chyba maja sporo. I wiedzą też jak ją inwestować. Teraz na przykład wpadli na pomysł finansowania z podatków badań na eutanazją dzieci od pierwszego do 12 roku życia. Co tu badać, eutanazja wydawałoby się rzecz prosta – widać jednak ma swoje niuanse. W tym momencie na chwilę znów wrócę do Hitlera, przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że gdyby ten tak wszystko badał, to z Auschwitz wyszłyby nici. Ale jeszcze do Holendrów. Dziwna także może wydać się tu kategoria wiekowa, określona jakby spod dużego palca. Tutaj jednak jest logiczne wytłumaczenie: „Aktualnie w Holandii zabijanie noworodków jest legalne do 12 miesiąca, a młodzieży między 12 a 17 rokiem życia ze względu na „stany psychiczne” i jeśli rodzice się nie sprzeciwiają.” No nic. Jeśli cokolwiek tu badać, to radziłabym przyjrzeć się, czy eutanazja ze wszystkimi swoimi niuansami nie dotyczy przede wszystkim dzieci imigrantów. Bo jeśli chodzi o te ze związków jednopłciowych, których ponoć w Polsce rodzi się tak dużo, zaryzykowałbym twierdzenie, że to pieśń przyszłości.

Kasper Linge
27 kwietnia 2016

Wizje Polski. Opcja pierwsza.

W ostatnich kilkunastu miesiącach w polskich życiu publicznym dokonała się wyraźna zmiana. Jedną z konsekwencji tej zmiany (a nie jej przyczyną) są wygrane Andrzeja Dudy i PiS w wyborach. Na to zwycięstwo złożyło się kilka elementów, których siła bynajmniej nie wygasła. W związku z próbą odgadnięcia klimatu politycznego w nadchodzącym czasie można postawić hipotezę (jedną z wielu), że szeroko pojęta prawica w Polsce zdominuje sferę publiczną na kilka, bądź kilkanaście lat.

W środowiskach lewicowych funkcjonuje pogląd, że Polską rządzą siły konserwatywno-prawicowe, na co dowodem ma być dobra sprzedaż jej tygodników (wszak Gość Niedzielny wciąż utrzymuje się na pierwszym miejscu), lub że współczesna historia Polski interpretowana jest z prawicowej perspektywy, a w najradykalniejszych wersjach twierdzi się, że Adam Michnik jest umiarkowanym prawicowcem, który z pomocą swojej gazety umożliwił w III RP wprowadzenie dzikiego kapitalizmu. Taki obraz jest jedynie pozornie prawdziwy, a dominacja sił prawicy, o której tutaj mowa będzie jak najbardziej realna.

Jest kilka czynników, które się na to składają. Jednym z podstawowych jest nieprzystawalność wydumanych lewicowych idei do codzienności. Najbardziej oczywistym tego wyrazem jest polityka multi-kulti z takim niepowodzeniem prowadzona na Zachodzie. Powszechnie komentowanym zagadnieniem jest sprawa tzw. uchodźców, na których przyjmowanie Polacy się nie godzą. Zdaje się, że wiedzą to wszyscy, którzy robią zakupy na osiedlowym rynku i rozmawiają z ludźmi w stojących w korkach autobusach, a nie spędzają życie na kolegiach redakcyjnych w przytulnych knajpach. W telewizji publicznej częstymi gośćmi są eksperci od Bliskiego Wschodu, jak dr Wojciech Szewko, którzy rysują realny obraz sytuacji w Europie i nie pozostawiają złudzeń, co do zagrożenia płynącego z islamskiego terroryzmu.  W konsekwencji czego widzowie poważnie zaczynają myśleć o swoim bezpieczeństwie poddając w wątpliwość hasła bez pokrycia o europejskiej solidarności. To już tylko krok do odrzucenia kompromitującej się politycznej poprawności. Kolejne doniesienia o niemieckiej policji i mediach ukrywających informacje o gwałtach, Niemki wręczające kilka dni później kwiaty uchodźcom i rażąca instytucjonalna nieudolność (a być może celowe zaniechania), wzmacniają jedynie w Polakach słuszność sztywnego trwania na pozycjach „nietolerancyjnych”. Dopełnieniem kruszenia się polit-poprawności mogą być, identyfikowane jako zabawne, próby zmian w języku i lansowanie choćby dziwadeł jak „ministra”. Tak istotnej na Zachodzie sprawie jak zagadnienie homoseksualizmu, w Polsce nie sprzyja ogólny konserwatywny charakter społeczeństwa w sferze obyczajowej. Na tym gruncie spotkać się mogą nawet wyborcy PiS i SLD, dla których nie do pomyślenia będą projekty małżeństw jednopłciowych.

Obecne trudne czasy wymagają niełatwych i niepopularnych decyzji. Coraz większą popularnością cieszą się wyraziste i kontrowersyjne postaci, jak Grzegorz Braun. Reżyser, który oprócz tego, że z dystansem opowiada o kultowych „Gwiezdnych Wojnach”, w salach wypełnionych po brzegi w całej Polsce głosi wykłady o geopolityce. Na youtube zaraz obok odnaleźć można na ten temat specjalistyczne wykłady Jacka Bartosiaka, które mają tysiące wyświetleń, a ich tematem są skomplikowane meandry polityki zagranicznej wielkich mocarstw i wizje III wojny światowej. Nieustającą popularnością cieszy się Mariusz Max Kolonko ze swoimi komentarzami dotyczącymi spraw bieżących.

Odbiorcami tych treści w dużej mierze są młodzi ludzie, w III RP zapomniani, przez lata nieaktywizowani. Największe ośrodki opiniotwórcze w Polsce, z Gazetą Wyborczą na czele, starały się przede wszystkim dotrzeć z przekazem do inteligencji. Wiodące role odgrywali ludzie nauki, kultury i sztuki, jak Kołakowski, Miłosz, Wajda, czy Bartoszewski. W tym czasie młodzież żyła na uboczu, a swoją ścieżkę odnalazła, co jest naturalne, w kulturze popularnej, przede wszystkim w hip hopie, który jest buntowniczy, żarliwy, rewolucyjny. Dzisiaj dziennikarze GW zdumieni są, że polski hip hop stał się nacjonalistyczny i ksenofobiczny, odwołujący się do haseł Bóg Honor Ojczyzna. Trudno się dziwić, że polscy raperzy, którym, jak wszystkim młodym ludziom, krew się gotuje i pałają chęcią zmieniania świata nie głosowali na nieporadnego Bronisława Komorowskiego, który w internecie, domenie młodych, był jedynie powodem do żartów.

III RP jest przede wszystkim systemem wykluczającym. Sprawujący „rządy dusz” establishment po kolei wykluczał niewygodne środowiska i tematy: polski nacjonalizm, zwolenników lustracji, „kościół zamknięty” i moherowe babcie, przeciwników Unii Europejskiej, patriotyzm, „żołnierzy wyklętych” etc. W konsekwencji sam wyhodował zastępy wrogich sobie, i popieranym przez siebie ideom, obywateli różnej proweniencji. Dzisiaj młodzi zwolennicy Janusza Korwin-Mikkego, ruchu narodowego i kibice, którzy niewiele wspólnego mają ze słuchaczami Radia Maryja i bogoojczyźnianymi pieśniami, razem protestują przeciwko „pookrągłostołowej” klasie politycznej.

Przez lata kpiono ze środowiska PiS, że na organizowanych przez nich marszach, czy manifestacjach średnia wieku oscyluje wokół sześćdziesiątki. Dzisiaj, gdy swoje marsze urządza Komitet Obrony Demokracji, jego animatorzy pytają gdzie są młodzi? A ci młodzi, których pasiono europejskością i wizjami wygodnego życia, dzisiaj są tolerancyjni, nowocześni i nic ponadto. Najważniejszym postulatem jest bezczynność i święty spokój, ponieważ mają PRAWO, aby niczym się nie interesować. Z drugiej strony jest młodzież, do której nie trafiają perory Agnieszki Holland, czy filmy o nabzdyczonym Lechu Wałęsie z podkręconym życiorysem, ale GW nie ma kim zastąpić odchodzących w zapomnienie swoich wieloletnich „autorytetów moralnych”. I tutaj pojawiają się idee, style i działania, które atrakcyjne są też z powodu swojej „elitarności”, czy właśnie owego wykluczenia, nadające posmak przygody i indywidualistyczny rys w nijakim społeczeństwie politycznej poprawności. Wykluczeni niesieni ideami zdolni są do poświęceń. W zeszłorocznych wyborach prezydenckich szerzej nieznanemu Grzegorzowi Braunowi podpisy zebrali fani, natomiast nie udało się to Wandzie Nowickiej i ikonie środowisk lewicowych Annie Grodzkiej. Najlepszym przykładem możliwości organizacyjnych obozów ideowych jest liczba uczestników wydarzeń: Marsz Niepodległości – 50 tysięcy ludzi, Marsz w obronie Telewizji Trwam w Warszawie – 50 tysięcy ludzi, Marsz dla Życia i Rodziny w Warszawie – 10 tysięcy ludzie, Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów – kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Natomiast np. „Obywatelski protest przeciwko finansowaniu Świątyni Opatrzności z pieniędzy na kulturę” – w internecie 31 tysięcy użytkowników dodanych do wydarzenia, a w manifestacji przed Sejmem wzięło udział 100 osób. W ostatnich miesiącach, przede wszystkim dzięki wsparciu medialnemu, manifestacje KOD liczą ok. kilkadziesiąt tysięcy uczestników. Jednak prawdziwymi aktywistami nie są animatorzy z lokalnych lewicowych czytelni, ponieważ najliczniejszymi organizacjami w Polsce są Żywy Różaniec (1,11 miliona) i Rodzina Radia Maryja (1 milion).

Elementem umacniającym prawicowy paradygmat jest obecna władza. Należy pamiętać, aby nie przekładać doświadczeń warszawskich na resztę kraju. W stolicy można zrobić piękne ujęcia z obchodów rocznicy powstania warszawskiego, czy pochówku „Łupaszki”, ale w mniejszych ośrodkach wygląda to zgoła inaczej. Dla przykładu: w czterdziestotysięcznej miejscowości w kujawsko-pomorskim, od wielu lat co roku burmistrz wraz z gronem urzędników świętują „wyzwolenie” miasta przez Armię Czerwoną w 1945. Podczas Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, mimo że to święto państwowe, na ratuszu nie wywiesza się flagi narodowej, nie wspominając o  delegacji na marszu organizowanym przez mieszkańców. Z kolei w Bydgoszczy, mieście wojewódzkim i jednym z największych w kraju, mieszkańcy w centrum ignorują syreny wyjące 1 sierpnia o 17. Oddolne ruchy owszem są ważne, bowiem dają wyobrażenie o nastrojach społecznych, jednak bez administracyjnych decyzji nie wiele się zmieni, ponieważ to instytucje stanowią o sile państwa. Gdyby nie uchwała PiS o „zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej”, świąteczne kartki z Anglii dzieci wciąż słałyby do rodziny zamieszkującej na ulicy Armii Ludowej, czy Michała Roli-Żymierskiego. Również dopiero po zmianie na stanowisku Ministra Obrony Narodowej, jednostki wojskowe zainteresowały się losami lokalnych i ogólnopolskich „żołnierzy wyklętych” i organizują spotkania dotyczące powstania antykomunistycznego.

Młodzi, dla których przez wiele lat w III RP nie było oferty, odnaleźli drogę bez pomocy wiodących ośrodków opiniotwórczych, tak więc nie są im one do niczego potrzebne. Tym bardziej, że głoszą hasła sprzeczne z wyznawanymi przez młodych ideami – siłą, poświęceniem, zdecydowaniem, szczerością. Pojękiwania Gazety Wyborczej, że prawica zawłaszczyła historię są absurdalne, w sytuacji, gdy nigdy temu środowisku nie zależało na rzetelnym przedstawianiu najnowszych dziejów Polski. Były to jedynie konwulsyjne reakcje w kontrze do prób lustracji i rozliczeń z PRL, którego broniła.

Splot kilku wydarzeń, tj. bieżącej sytuacji politycznej w Europie (multi-kulti), nieudolność i bezradność europejskich instytucji wobec islamskiego terroru, krętacka polityka „obrońców demokracji”, kipiąca młodość potrzebująca oparcia o solidny fundament w gorących czasach, być może spowoduje, że „prawicowe” myślenie o świecie okaże się najatrakcyjniejsze.

Kasper Linge

Szwecja Onside
24 kwietnia 2016

Szwecja- Dekapitacja socjalu.

 

Sverige

W państwie socjalnym wszystko działa tak, jak partia Razem sobie wyobraża: potrzebujący dostają pomoc (bo zapewniają że sobie nie radzą), edukacja jest dostępna dla wszystkich (ale równa poziom do najsłabszych), podatki są progresywne (ale tylko dla tych, których nie stać na płacenie ich w rajach podatkowych), feministek urodzaj (temat rzeka, daleki od urody), system emerytur sprawny bardzo (wiem- trochę wstyd ze ten wiek emerytalny podnoszą, ale Premier Spawacz kiedyś może się opamięta), Ale za to renty… miód, malina! Działa to zadziwiająco. I co w Polsce może zdziwić: nawet taki delikwent bez kończyny, nie musi na komisji lekarskiej udowadniać, że owa mu siłą wiary kiedyś nie wyrośnie i rentę dostanie tu bez zbędnego szemrania. Zdumiewające!)
Ale i w Szwecji bywają przypadki chorób wymykające się wszelkim statystykom.

Niejaki Roger Tullgren, rocznik 1965, zachorował nagle. Zwyczajny nastolatek, zdrowy, zdolny, urodziwy. Jednak szczęście rodziny zburzył podstępny i śmiertelny wróg, nauce dotąd nieznany!
Wszystko zaczęło się od czasu przesłuchania płyty Black Sabbath w 1971 roku, Roger nagle, właściwie w jednej chwili, dostał….. obsesji heavy metalowej! Biedulka MUSI (sic!) słuchać, manifestować styl i być na każdym koncercie na jaki uda mu się dotrzeć. A!… i grać (za niegranie stypendium powinien był dostać). Ponury żart?! Nie! Nie dla Niego i jego rodziny.

Kiedy był młody – dało się żyć. Pewnie mamusia fundowała bilety i piwo, albo powszechne zasiłki i pożyczki studenckie zrzucały się na tę pasję. Lata minęły, pan młodzieniaszkiem juz nie jest, rodzina na karku się pojawiła, a z nią egzotyczny obowiązek- praca! Koncert rzecz święta, jechać trzeba! No i przez to – ta praca – się go trzymać nie chce! Źli kapitaliści (gatunek na wymarciu, ale wciąż tu są) nie rozumieją jego pasji i zwalniają go, jak tylko opuści samowolnie stanowisko pracy. W ciągu roku potrafi obskoczyć nawet 300 imprez! Przepraszam!- Gigów!
Zmartwiony swoją sytuacją (wszak zdrowie najważniejsza rzecz, a o rodzinę trzeba jakoś zadbać), postanowił skonsultować się ze specjalistami (na własną rękę, bo w wykazie chorób takiego przypadku nie było).
Specjalistów było aż pięciu, a cała praca (!) zajęła Rogerowi 10 lat! (I niech nikt nie mówi ze nierób!)
Diagnoza była druzgocąca: uzależnienie od hard rocka, niepozwalające na prowadzenie normalnego trybu życia! A on by pewnie chciał, tak jak wszyscy! A tu taki wyrok! Czy z Tym da się żyć!? Ile mi zostało? Co robić?! Tyle sprzecznych myśli w tej mądrej głowie!
I tu z pomocą ruszył szwedzki system socjalny, który żadnej bidulki na lodzie nie zostawi.
Ufundowali bykowi rentę częściową! Czyli, kokosów niby nie ma, ale dostaje pieniądze w wysokości zapewniającej egzystencję. Dodatkowo znalazł pracę na zmywaku (bądź też, z bezsilności, system dofinansował stanowisko pracy, żeby nieroba zaktywizować- jak to się tu odbywa). Spędza tam po parę godzin dziennie- jeśli grafik rockowy pozwoli. A dodatkowo ma dowolność co do: stroju, czasu pracy i głośnego słuchania muzyki (byle gościom nie przeszkadzać).
Państwo ma- Państwo da!
Było to w 2007 roku, po pięciu latach, na pytanie dziennikarza- ”Jak zdrowie?” :)zmartwiony Pan odpowiedział, że wciąż czuje się uzależniony.
Zmartwię Was: To zniosło jajo! Ma uroczą córkę, która też lubi muzykę. Tatuś zapewnia że sprawa musi mieć podłoże genetyczne, bo jego  pociecha zaczyna mieć już objawy uzależnienia!

 

I taki scenariusz sobie kreślę w głowie, jak juz tego typu wieści dotrą do śniadego narybku tej ziemi:
Dziyń dybry, ja po rentę, bo uzależniony jestem.
Dzień dobry, a od czego?
Na koncerty musze raz w miesiącu, przez co mam problem ze znalezienium pracy.
Ale tu w aktach wpisała policja i Interpol że coś o …head .… de…ca..pi..taaaa…..
No Tak! Decapitated! taki zespól! Wiadomo! I my z kolegami M U S I M Y ! koniecznie, nawet kilka razy w miesiącu jechać i te dekapitejted….. Słuchać!  Tak, no… i ten teges i hedbandżing robić! Innych rzeczy nie lubimy!
Acha. To znam. Mój syn tego słucha. Biedulki, jak Wy to musicie kochać…
Taaaak! Kochamy! Już się doczekać nie możemy żeby znowu to dekapitejtet i hedbandżing! kolega taki dobry, że nawet hedbandżing dwoma głowami naraz robi!
?????
Yyyyyy, pszamy, taki sprośmy żart. Ale to taki taniec właściwie. Jak kiedyś znajdziemy chwilkę to pokażemy synkowi jak się to robi. Pani też zatańczy!
No to ja wam dodatek kulturalny dam jeszcze! bo tu muzyka i taniec! Bo my wspieramy kulturę.
No! Tylko żeby na bilety lotnicze wystarczyło jeszcze!

 

-^^^-

21 kwietnia 2016

Budująca wiadomość

Skoro wszyscy jednogłośnie wypowiedzieli się na temat Breivika, jego konsoli i śmieszności norweskiego systemu sprawiedliwości, temat uznam za zamknięty. Choć nie sądzę, aby akurat w tym przypadku internauci wykazali się specjalną konsekwencją. Dodam tu tylko nieśmiało, że w naszym kraju pieniądze publiczne w ramach różnych „projektów” (bo czegóż by innego) wydawane są m.in. na „monitorowanie praw więźniów”. No i co? Więzień też człowiek i swoje prawa ma (chodzi o podstawowe prawa człowieka, np. prawo do petycji), prawa te są naruszane przede wszystkim przez służby więzienne. Stąd monitoring i kontrola. No niech będzie, tak tylko wrzucam i konfrontuję ze znanym wszystkim powiedzonkiem, „jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B.” Ale tematu nie kontynuuję, bo niesie on za sobą niebezpieczeństwo dywagacji filozoficznych, którym i tak nie sprostamy (choć oczywiście tego nie zauważymy) i po co nam to. Ja tylko, jak to mówią psycholodzy: przekazuję informację, a ty zrobisz z nią co zechcesz. Można także oczywiście nie robić nic. I właśnie to w tym momencie proponuję.

A zatem sprawy przyziemne. Acha, jeszcze tylko powiem, że nie wiem, co się stało z tematem aborcji. Sprawa jakoś przycichła. Być może zainteresowane nią feministki i inne obywatelki wysłały wieszak pani premier i tym samym zagadnienie uznały za zamknięte, a być może przykrył je Wschodzący Białystok. Brunatna hydra faszyzmu jest chyba jeszcze bardziej nośnym tematem niż aborcja w obronie życia. Pytanie tylko, czy obie te kwestie to już jednak nie odgrzewane kotlety i trzeba by wymyślić coś nowego, tylko co, skoro już wszystko było grane. Może zamach? Oh, wait…

Teraz zatem, dla odmiany, wiadomość pozytywna, żeby nie powiedzieć budująca: „Rolnicy sprzedadzą własne produkty bez podatku do 40 tys. zł rocznie”. A nawet po osiągnięciu tej kwoty mogą skorzystać z niewysokiego podatku ryczałtowego. Wszystko to ma służyć – rzecz jasna  – rozwojowi. Właśnie w taki sposób tworzy się możliwości rozwoju, efektywnej produkcji żywności i bezpośredniej jej sprzedaży klientom. A ci, jakże na tym zyskają! W końcu to zdrowa żywność, a nie taka sztucznie pompowana, jaką oferują hipermarkety. Trzeba przyznać: ludzka jest nasza władza. Żeby nie powiedzieć ludowa:
„projektowane zwolnienie z podatku dochodowego będzie stanowiło pomoc de minimis”. Tytułem naprawdę krótkiego wyjaśnienia dodam, że pomoc de minimis to z założenia wsparcie o niewielkich rozmiarach, które nie zakłóca… konkurencji na rynku. :-)  Innymi słowy, władze polskie (czy unijne, w tym się gubię, przyznaję) uznały, że takie „zwolnienie podatkowe” nie zakłóci zdrowej konkurencji. Jak widać, nie zakłóca jej też centralne planowanie. W prawie rzymskim była zasada, zgodnie z którą prawo nie troszczy się o drobiazgi („de minimis non curat lex”). No ale gdzie Rzym, a gdzie Krym.

9 kwietnia 2016

Raj na ziemi

Hitler

Zwykle jak tu piszę, to w duchu szyderstwa, taką przyjęłam konwencję. Tymczasem idee, które chętnie sarkastycznie bym wyśmiała, kompromitują się same, podobne jak głoszące je osoby, co, przyznaję znacznie utrudnia mi zadanie. Cóż zatem powiedzieć, opary absurdu zataczają coraz szersze kręgi i wygląda na to, że to dopiero początek zabawy. Dziś np. na ulice wyszły demonstrować kobiety ze swoimi macicami. Hasła były rożne, jednak przytaczać żadnego z nich nie warto. Jeden szczegół tego wydarzenia zasługuje wszakże na uwagę. Otóż sporo pań na manifestację za legalizacją aborcji na życzenie (czy żądanie) przyszło…. ze swoimi dziećmi. Pytanie zatem, co nie zagrało w ich przypadku i w obronie życia te kilka lat temu z aborcji skorzystać nie pozwoliło. Być może właśnie restrykcyjne prawo, a omijanie go przy pomocy wieszaka najwyraźniej dla feministek okazało się zbyt dużym wyzwaniem. Jeszcze empatycznie można by spytać o samopoczucie tych wszystkich „pociech” (jak widać dla kogo pociech dla tego pociech), słyszących, jak ich mamusie skandują hasła promujące przerywanie ciąży. Nikt chyba jednak takiego pytania nie zadał. W sumie może i słusznie, bo co to kogo obchodzi. Zgodnie ze starym powiedzonkiem dzieci, jak ryby, głosu nie mają, zupełnie inaczej jest w przypadku macic i jajników. Co się zatem dziwić, że jest, jak jest i że słyszymy to, co słyszymy.

Trzeba jednak przyznać, że czasem usłyszeć możemy rzeczy zaskakujące. Tym razem świadectwo temu daje Al Jazeera, w której – dzięki Polakom właśnie – Hitler został przedstawiony jako bohater negatywny. A to naprawdę duże osiągniecie, bo przez te kilkadziesiąt lat od zakończenia wojny, ale też i w jej trakcie, Hitler doceniany był przez Arabów, oczywiście za swój – mówiąc oględnie – stosunek do Żydów. Gdy się jednak zagadnieniu przyjrzeć bliżej, trudno niestety uznać je za sukces edukacyjny. Raczej wyraz ignorancji. Polskim rozmówcom chodziło bowiem o to, aby Polskę pod rządami PIS-u przedstawić w jak najgorszym świetle. W takich przypadkach nikt nie sprawdzał się tak dobrze jak właśnie Hitler i żaden kraj jak jego nazistowskie Niemcy. Tym razem jednak metafora została źle dobrana i w wyniku emisji programu przeciętnemu widzowi na Bliskim Wschodzie Polska wydać się może rajem na ziemi. Jutrzejsza demonstracja antyislamska stwarza szansę korekty tego wizerunku. A jak się nie uda, to do zobaczenia na kebabie w barze „Hitler”. Miejmy nadzieję, że wegetariańska wersja będzie tam także dostępna, nie tylko ze względu na pamięć wspomnianego wegetarianina, ale w końcu to Europa, a nawet EU.